O dietach

Witaj w Antropocenie - opowieść przyrodniczki 1

Witaj w Antropocenie – opowieść przyrodniczki

Zacznijmy od początku. Epoki geologiczne, badane i charakteryzowane z perspektywy bardzo długiego czasu rządzą się swoimi kryteriami. Zwykle trwają od kilku do kilkudziesięciu milionów lat i charakteryzują się ruchami tektonicznymi, górotwórczymi, wymieraniem lub pojawieniem się charakterystycznych organizmów na planecie. Urodziłam się i żyłam w holocenie, jak większość z Was. Przynajmniej tak myślałam. Epoka trwająca od …

Zacznijmy od początku. Epoki geologiczne, badane i charakteryzowane z perspektywy bardzo długiego czasu rządzą się swoimi kryteriami. Zwykle trwają od kilku do kilkudziesięciu milionów lat i charakteryzują się ruchami tektonicznymi, górotwórczymi, wymieraniem lub pojawieniem się charakterystycznych organizmów na planecie. Urodziłam się i żyłam w holocenie, jak większość z Was. Przynajmniej tak myślałam. Epoka trwająca od koło 12 tysięcy lat, będąca składową czwartorzędu i kenozoiku. W holocenie ukształtował się np. Bałtyk, rozwinęły się cywilizacje Homo sapiens, pojawiły się znane nam strefy klimatyczne i wyginęły mamuty. Nagle, przeskoczyliśmy do następnej epoki. Nagle, bo według proponowanych przez specjalistów ram czasowych stało się to około 200 lat temu. Wraz z rewolucją przemysłową, lub nawet później, z rozpoczęciem epoki atomu, wskoczyliśmy w nową rzeczywistość. Antropocen nie jest jeszcze uznany za obowiązującą jednostkę stratygraficzną, jednak coraz więcej środowisk naukowych napiera by termin ten uznać „wszem i wobec”.

Co to oznacza?

Antropocen „wkroczył” zatem w nasze życie, jako bezprecedensowa epoka. Po raz pierwszy od 4,6 mld lat nastał czas którego geologiczne kryteria uwarunkowane są działalnością jednego, „Jedynego” gatunku. Zanik bioróżnorodności ( od 100-1000 razy szybszy niż w minionych okresach), gwałtownie postępujące zmiany klimatyczne, urbanizacja i industrializacja, eksploatacja złóż naturalnych i zanieczyszczenie środowiska to cechy Antropocenu, które jako pierwsze definiują nową epokę. Smutna zatem ta charakterystyka „ludzkiego 5 min”. Można by rzec, że wszystkie wcześniejsze okresy, to również czas wielkich katastrof, ale za obecną możemy sami sobie podziękować. Choć niektóre osiągnięcia „naszej cywilizacji” są wiekopomne, wspaniałe, genialne, to całość ma jednak charakter destrukcyjny i napawa raczej strachem i smutkiem niż nadzieją na „lepsze jutro”.
Człowiek zatracił się w swym konsumpcjonizmie, w swej pogoni za komfortem. Ślepo podąża wraz z tłumem, kierowany chciwością bardziej charyzmatycznych i autorytarnych jednostek.

A jednak jest na tej planecie jeszcze dużo dobra i piękna, z którego wciąż można skorzystać. Nie na własność , nie wyzyskując, nie niszcząc.. Patrząc, podziwiając i starając się zrozumieć świat wokół nas możemy go nie tylko pokochać tak jak na to zasługuje, ale być może ocalić. Zwierzęta i rośliny nie wiedzą , że żyją w Antropocenie. Nawet jeśli zdają sobie sprawę z uciskającego wpływu człowieka, to starają się dopasować, przeżyć w nowej rzeczywistości. Myślę, że możemy się od nich nauczyć dużo więcej niż się spodziewamy. Szczególnie w dzisiejszych czasach.
Im więcej wiem o Planecie Ziemi tym bardziej jestem przekonana, że jest ona „magiczna”. Podstawowe prawa fizyki i chemii są jak zaklęcia z Hogwartu. Jak je poznasz, to będziesz potrafił wykorzystać, dla niektórych w czarodziejski sposób. Zależności pomiędzy organizmami, zasobami naturalnymi, pierwiastkami w przyrodzie, to wciąż tajemnicze, ale uniwersalne zasady kierujące wszystkim co „Tu” się dzieje. Cudownie jest podpatrywać jak inne organizmy potrafią je w zrównoważony sposób wykorzystywać. Nic tylko uczyć się od małych „żyjątek”, choćby tych wiążących azot w glebie, by inne mogły wbudowywać go przez swój system korzeniowy.
By opowiedzieć Wam choć promil tych „cudowności” nie starczyłoby mi życia. Sama tak wielu rzeczy jeszcze nie wiem. Przychodzą mi jednak do głowy przykłady, które wzruszają i dają mi nadzieję. Każde nawet najmniejsze życie, to świetna opowieść, w której można się zatracić. Czasem to komedia, czasem dramat, a często oskarowy obyczajowy.

Historia stara jak świat

Jednymi z moich ulubionych stworzeń są żuki gnojowe. Błyszczące, leśne „klejnociki”, dzielnie sprzątające po innych. Ich krępa budowa ciałka i dość masywny pancerz sprawiają, że wyglądają uroczo i poważnie zarazem. Zawsze pochylę się nad tym maluchem, by go przenieść z szosy na pobocze, choć nie wyglądają wówczas na zadowolone. ,, Że niby ja wiem gdzie im lepiej”. Żuki te mają jednak bardzo zacnego kuzyna. Zamieszkuje on wybrzeże Morza Śródziemnego, aż po półwysep Arabski i Afganistan. Zwany jest Scarabaeus sacer Linneusz, 1758, czyli poświętnik czczony. Przez starożytnych Egipcjan uznawany za objawienie boga Ra. Przypisywano mu umiejętność ciągłego odradzania. Sprawa jest jednak bardziej przyziemna. Kiedy to jakieś duże zwierzę pozostawi po sobie, to czego z przewodu pokarmowego należy się pozbyć, przybywają „oni”. W sensacyjny sposób opisał tę opowieść genialny, francuski przyrodnik Jean Henri Fabre. To historia, ciężkiej, mozolnej pracy. Bowiem zwierzę to bardzo skrupulatnie formuje kulę odchodów, by móc ją zatoczyć w miejsce odosobnione. By ją zakopać i skonsumować resztki pokarmu, niezbyt już odżywcze. Po drodze zmierzyć się musi z licznymi rabusiami, czyhającymi na jego idealna kulkę kupy. Kiedy da radę ją obronić, stanowi ona kartę przetargową w staraniach o samicę. Im lepsza kulka tym większe szanse. Kiedy chrząszcze się posilą i sfinalizują zbliżenie, samiec zostawia samicę. Przyszła mama bardzo długo będzie samotnie budowała gruszkę lęgową dla malucha, by zadbać o jego przyszłość. Bez alimentów, bez wsparcia socjalnego, a jednak od 180 milionów lat trwa ich cykl życiowy. Rodzą się, rozmnażają, umierają spełniając w środowisku niewdzięczną, a jakże potrzebną rolę. Lepsza to lekcja pokory i pozytywistycznej pracy u podstaw niż powieści Żeromskiego.

Sam sobie poradzę?

Na granicy nauk społecznych i przyrodniczych stoi pojęcie altruizmu. August Comte przypisywał to zjawisko wyłącznie ludziom, jak bardzo się mylił. Dziś wiemy, że wykazują go ludzie, zwierzęta, nawet zwierzęta bezkręgowe, a co tam pójdę dalej… nawet rośliny. Altruizm to wykazywanie zachowań opiekuńczych działających na czyjąś korzyść, często kosztem własnej, w nadziei na rewanż w przyszłości. W biologii ewolucyjnej wyróżniamy altruizm krewniaczy i odwzajemniony. Ten pierwszy zwykle dotyczy osobników spokrewnionych. Skrajną jego formę obserwujemy u rodzin mrówczych lub pszczelich, gdzie widmo przetrwania wspólnych genów jest nadrzędne nad dobrem jednostki. Z tego powodu tysiące sióstr opiekuje się swoim rodzeństwem, a dyscyplina, ochrona gniazda i królowej to zadanie najwyższej wagi. W obronie ula robotnica pszczoły żądląc umiera, nie przekazuje genów (jest bezpłodna), ale dba by trwały w organizmach krewniaczych. Ścisły podział ról i absolutna subordynacja zapewniają sprawne funkcjonowanie społeczeństwa/rodziny i jej sukces w przyszłości. Trochę więcej swobody można zaobserwować u innych gatunków. Nietoperze na przykład wspólnie zamieszkujące jaskinie, choć niekoniecznie spokrewnione, potrafią dzielić się pokarmem, prosto z pyszczka. Zaradne to zwierzątka, jak moneta się odwróci mają szansę na wsparcie.

O ludziach pisać nie muszę, bo każdy z Was ma wystarczające doświadczenie w tej kwestii, ale wspomnę o papugach popielatych zwanych Żako. W instytucie Maxa Plancka w Niemczech przeprowadzono badania nad zachowaniami altruistycznymi wśród pociesznych papug. W eksperymencie papugi wymieniały z ludźmi metalowe żetony na orzeszki. Jeśli któraś z papug miała nadmiar żetonów, a sąsiadka nie miała ich wcale, chętnie dzieliły się żetonami. Tym bardziej ochoczo, jeśli łączyła je zażyła relacja, ale nawet wśród obcych sobie osobników dochodziło do licznych aktów wsparcia. Nie miały też wcześniej doświadczenia z takimi próbami, wiec naukowcy uznali te zachowania za szczere i niewyuczone. Podobną pomocą cieszą się delfiny w trakcie polowania, czy szczury otwierające klatkę innym osobnikom, podczas zmasowanej ucieczki (kontrolowany eksperyment). Peter Wohlleben w swoich cudownych książkach opisuje zwierzęta i rośliny w tak wrażliwy i wdzięczny sposób, że uważam tę lekturę za obowiązkową. Miedzy innymi udowadnia, że nawet rośliny opiekują się sobą nawzajem. Starsze drzewa systemem korzeniowym, za pośrednictwem grzybów przesyłają swoim młodocianym związki odżywcze i minerały. Troszczą się o siebie w sposób dla nas trudny do zrozumienia, ale nie podlega wątpliwości, że istnieje system opiekuńczy w żywej tkance lasu. Młode siewki mogą liczyć na wsparcie nie tylko opiekuńczych rodziców, ale i sąsiadów lepiej przysposobionych w gromadzeniu dóbr na trudne czasy.

Nagrodzona Nagrodą Nobla teoria gier już ponad 25 lat temu udowodniła, że współpraca i opiekuńczość się opłaca. Nawet jeśli u podstaw leży „samolubny gen” i nie jest to czyn pozbawiany głęboko ukrytej egoistycznej potrzeby, przynosi wymierne korzyści w czasach kiedy trudno przetrwać samemu. Może warto zaczerpnąć z odwiecznej siły natury i wesprzeć się nawzajem, ale nie w pseudosocjalistycznym, zakłamanym ustroju, tylko w codziennym życiu, w którym toczy się walka o „Być , albo nie być”.

Wszyscy mamy swoje słabości

Codzienność może doprowadzić do szaleństwa, choć to dziwne stwierdzenie. Wszystkie w nieskończoność powtarzane schematy i ograniczenia budzą w nas sprzeciw i agresję, ale skoro tak ukochaliśmy sobie wolność, to czemu odmawiamy jej innym stworzeniom. Udomowiliśmy, a w zasadzie ubezwłasnowolniliśmy masę istot na tej planecie. Sami również pozwoliliśmy sobie założyć kaganiec i pod przykrywką kapitalizmu i demokracji żyjemy w świecie ciągłych ograniczeń. Pomijając filozoficzny aspekt sprawy, może pocieszy, a może zasmuci was fakt, że zwierzęta też odczuwają marazm, tęsknotę, stres, agresję i żal. Niektóre lepiej sobie z tym radzą, inne fatalnie. Nie chcę pisać tu o zwierzakach zamkniętych w klatkach, przywiązanych fizycznie łańcuchami, czy ograniczonych przez ludzką ekspansję. Chcę napisać, że bywają smutne, zmęczone, czują się schorowane i zrezygnowane. Wspomniany wcześniej Peter Wohlleben w książce „Duchowe życie zwierząt” ukazuje jak bardzo bliskie są nam ich zachowania. Jak łanie w żalu żegnają swoje młode, jak przyłapana na seksie koza potrafi się zawstydzić, a nawet jak pies wie jak udawać skruchę za drobne przewinienie, by zyskać wybaczenia swego opiekuna.

Choć emocje to raczej domena ssaków, to znajduje ich przejawy nawet w świecie mniej rozwiniętych emocjonalnie stworzeń. Pewnego chłodnego, wiosennego poranka wyszłam z grupa dzieci do ogrodu. Choć krokusy kwitły jak oszalałe temperatura była jeszcze niska. Poprosiłam by poszukały oznak zwierząt, by wyśledziły zaspaną mrówkę i nagrzewającego się pająka. Po chwili przybiegły do mnie mocno zasępione. „Proszę Pani, proszę Pani… martwe pszczoły…” Zaniepokojona pobiegałam za dziećmi, pokazały mi kielichy kwiatów, a wewnątrz leżące pszczółki. Uśmiechnęłam się z ulgą i zakomunikowałam: „ One śpią”. Dzikie pszczoły nie maja ula, zakładają komórki lęgowe, w trzcinach, szczelinach, wykopując dziurki w ziemi. Najczęściej żyją samotnie. Potrafią wcisnąć się pomiędzy płatki i uciąć sobie nocną drzemkę. Przez dłuższy czas obserwowaliśmy z dziećmi jak wraz ze wzrostem temperatury zaczynają się budzić. Dosłownie trzymały się za odnóża, jakby wtulone w siebie. Kiedy się ocknęły odleciały, każda w swoja stronę. Nie sądzę by dawało im to poczucie bezpieczeństwa, czy zaspokajało potrzebę bliskości, ale najwyraźniej odpowiednie towarzystwo w intymnym momencie jest wskazane.

Mój ślimak afrykański o imieniu Ziemniak, jest już seniorem, ma 8 lat. Dotychczas żwawy i charyzmatyczny na emeryturze przestał się spieszyć (jak na ślimaka). Dużo śpi, sporo obserwuje i nie jest tak bojaźliwy jak młodsza część jego rodziny. To z cała pewnością przyzwyczajenie, ale czy nie można by tego nazwać życiowym doświadczeniem? Zwierzaki pozostawiane na wiele godzin w domu, prawdopodobnie kochane i zadbane, często psocą. Obgryzają meble, drapią ściany, tłuką wazony, to nie złośliwość, to nie zachowania kompulsywno-obsesyjne – to nuda. Założę się, że część z Was też zaczyna obgryzać meble?! Mistrzami w tej dziedzinie są koty. Te chronione słusznie w domach, mają ograniczoną przestrzeń i możliwości. Śpią zatem większą część doby, nadmiernie dbają o higienę, jedzą stosunkowo regularnie i przyglądają się badawczo wszystkiemu co warte!!! Cieszą się z obecności drugiej istoty, z uchylonego okna i pieszczot, oby nie za dużo, bo przecież „ social distance” jest bardzo ważny!

Podsumowując zatem sobkowate są z nas ludzi stworzenia, zagarniające sobie nie tylko epokę, ale i nawet planetę. Powinniśmy się podzielić tym co mamy, uszanować to co zostało i zachwycić się tym co wokół nas. Musimy odnaleźć w sobie tę pierwotna naturę, z którą jeszcze 200 lat temu współistnieliśmy. Niech przyroda znów daje nam siłę. Niech wrócą pory roku, niech wróci szacunek do matki natury. Regularne przesuwanie jej granic wytrzymałości prowadzić będzie do coraz większych zagrożeń, dla nas i dla wszystkich żywych istot.

Uczmy się pokory, bo mamy w przyrodzie wzorce. Jeśli nawet zniszczymy wszystko, w tym samych siebie, ten wirujący z niesamowitą prędkością wokół słońca głaz, zostanie i być może się odrodzi, ale bez nas. Jeśli bardzo potrzebujesz i wyjdziesz na spacer, idź tam, gdzie nie ma ludzi, a jest sama natura. Jeśli masz możliwość – wypiel swój ogródek, a nie ruszaj na deptak w nadziei, że Starbucks będzie otwarty!

Zatrzymajmy się, zastanówmy, przekujmy katastrofę w choćby mały sukces. I chociaż mi również chwilami brakuje optymizmu to pocieszam się, że nad Chinami znów widać gwiazdy!

Źródło:

  • Fabre Jean Henri. Z życia owadów, 1925r.
  • Dawkins Richard. Samolubny gen I wyd. 1996, Warszawa 2003, Prószyński i S-ka ​ISBN 83-7255-188-X​
  • Wohlleben Peter. Sekretne życie drzew (2016) ​ISBN 978-83-7515-713-0
  • Wohlleben Peter. Duchowe życie zwierząt (2017) ​ISBN 978-83-7515-686-7​.
  • Max Planck Institute for Physics (Werner Heisenberg Institute)[60], Monachium. Materiały internetowe.
  • Fotografia żuka gnojowego: Weronika Marcińczyk
Udostępnij